Walka z białaczką, uspokajanie nadpobudliwego trenera i nagroda dla najlepszego sportowca w kraju, w którym religią jest piłka nożna. To wszystko zdarzenia z życia Giby, jednego z najlepszych siatkarzy w historii dyscypliny. Mimo zakończenia kariery jego pozycja w siatkówce wciąż jest niepodważalna. Dlaczego Brazylijczyk jest aż tak doceniany?

Worek medali

Znany całemu światu pod pseudonimem Giba, przyszły gwiazdor urodził się w 1976 roku jako Gilberto de Godoy Filho. Występujący na pozycji przyjmującego zawodnik nie był siatkarskim “wielkoludem” – ze 192 centymetrami wzrostu nigdy nie należał do najwyższych w drużynie. Imponował jednak techniką i siatkarskimi umiejętnościami.

Najwięcej sukcesów zanotował w kanarkowej koszulce reprezentacji Brazylii. Na początku XXI wieku ekipa prowadzona przez Bernardo Rezende zdominowała męską siatkówkę, a pierwsze skrzypce grał w niej Giba. W kadrze zadebiutował jeszcze przed 20. urodzinami i występował w niej aż przez 17 lat. Wygrał z nią wszystko. Ma w dorobku trzy medale igrzysk olimpijskich – w tym jeden złoty, trzy tytuły mistrza świata oraz aż osiem triumfów w Lidze Światowej. W 2018 roku został włączony do Volleyball Hall of Fame, czyli amerykańskiej galerii sław siatkówki.

Cud w dzieciństwie

Kilka miesięcy po tym, gdy Giba przyszedł na świat, nikt nie planował mu siatkarskiej przyszłości. W wieku kilku miesięcy u małego Brazylijczyka zdiagnozowano bowiem białaczkę. – Kiedy przypominam sobie o tamtym okresie, za każdym razem się wzruszam – tak Brazylijczyk w książce “Giba. W punkt. Autobiografia” wspomina swoją walkę z nowotworem.

Sprawa była niezwykle poważna. Lekarze nie dawali dziecku większych szans na przeżycie. Mimo to ojciec Giby zdecydował, by nie informować swojej żony o problemach jej synka. Choć z dzieckiem trzeba było często chodzić do szpitala, oficjalną wersją były problemy z niedoborem żelaza. Matka o chorobie Giby w końcu się dowiedziała, gdy jeden z medyków przez przypadek powiedział jej o białaczce syna. Jednak już kilka miesięcy później mały Brazylijczyk niespodziewanie zupełnie wyzdrowiał. Lekarze do dziś nie potrafią tego wytłumaczyć, nic więc dziwnego, że wielu nazywa przypadek Giby cudem.

Droga do sukcesów

Mimo wiszącej nad nim groźby nawrotu choroby, Giba rósł zdrowo. I zainteresował się sportem. Zasady piłki siatkowej w praktyce zaczął poznawać w wieku 13 lat, gdy rozpoczął treningi. Jego pierwszym seniorskim klubem było brazylijskie Curitibanio. Potem piął się po kolejnych szczeblach klubowej kariery, zdobywając mistrzostwo kraju z Minas Tenis Clube. W 2001 roku wyjechał do Europy i podpisał kontrakt z włoską Ferrarą. Grał też w Rosji, a pod koniec kariery w Argentynie oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

W kadrze Rezende, trenera znanego z wielkiego temperamentu, szybko został doceniony. Występujący z numerem siedem na koszulce siatkarz został kapitanem ekipy, gdzie jednym z jego zadań było między innymi… uspokajanie szkoleniowca. Zdobył popularność na całym świecie – fani uwielbiali go za wielkie umiejętności, ambicję, ale też szacunek dla rywali. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w 2006 roku, po wygraniu mistrzostw świata, na których Giba został najlepszym zawodnikiem, wybrano go najlepszym sportowcem Brazylii. A to przecież kraj zakochany przede wszystkim w piłce nożnej, który reprezentowali wówczas między innymi Ronaldinho, Ronaldo czy Roberto Carlos.

Renomy Giby nie zmniejszyło nawet trzymiesięczne zawieszenie przez komisję antydopingową. W 2002 roku uległ urokom pięknej Włoszki, a wieczór zakończył się wspólnym paleniem marihuany. Brazylijczyk miał pecha, bo już dzień później musiał się poddać kontroli antydopingowej, która wykryła w jego organizmie niedozwoloną substancję.

Giba – siatkówka wciąż jest mu bliska

Giba zakończył karierę w 2014 roku po nieudanej przygodzie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Później wziął udział w brazylijskiej edycji “Tańca z gwiazdami”, ale pozostał przy siatkówce. Pracował między innymi jako ekspert telewizyjny, jest też ambasadorem dyscypliny. Można zresztą powiedzieć, że Giba tak naprawdę wcale kariery jeszcze nie zakończył. Na siatkarski parkiet powrócił bowiem w 2019 roku. Wystąpił w drużynie IBB Polonii Londyn – prowadzonym przez Polaków zespole występującym w angielskich rozgrywkach. Dołożył nawet malutką cegiełkę do tytułu mistrza Anglii dla Polonii, a potem zagrał z nią w eliminacjach Ligi Mistrzów. Został również udziałowcem klubu.

Związków Brazylijczyka z Polską jest więcej. Wiele razy podkreślał, że jest pod wrażeniem niesamowitej atmosfery, jaka towarzyszy siatkarskim spotkaniom nad Wisłą. W końcu zdecydował się na przeprowadzkę do Polski i zamieszkał w Łodzi. Zajmuje się promocją sportowego trybu życia, angażuje się w akcje charytatywne. Nie zapomina w nich przede wszystkim o dzieciach chorujących na białaczkę.